Rozmowy: Cyfrowi Nomadzi cz.3 – Michał Molenda

Poniższy wywiad to trzeci z serii „Cyfrowi Nomadzi” – rozmawiam tu z osobami, które pracują zdalnie jako freelancerzy bądź na kontraktach z firmami i podróżują. Pierwszy wywiad z serii, z Orestem Zubem, możesz przeczytać TUTAJ, a drugi, z Beatą Jakuszewską, TUTAJ.

 

Michał Molenda, wraz ze swoją partnerką, Gosią wyjechali kilka lat temu do Tajlandii i aktualnie prowadzą bloga www.toke.pl, gdzie piszą o swoich doświadczeniach. Dziś pytam ich, jakie były początki tego wszystkiego i z jakimi problemami się borykali.

 

Na swojej stronie piszecie, że rzuciliście oboje swoją pracę i kupiliście bilety do Tajlandii – czy rzeczywiście był to taki totalnie spontaniczny wyjazd, czy też długo się do tego wcześniej przygotowywaliście? Opowiedzcie jak do tego doszło

 

Dokładnie tak było. Nasz wyjazd był bardzo spontaniczny i zaczął się od kupna biletów w jedną stronę do Bangkoku. W pewien jesienny wieczór stwierdziliśmy, że to być może ostatnia szansa na taki krok (póki nie mamy zobowiązań typu kredyt na mieszkanie). Do wyjazdu mieliśmy 4 miesiące. Przez ten czas dopiero się przygotowywaliśmy, a ja szukałem pracy zdalnej. Wstępny plan był taki, że ja będę pracował przez internet, a moja narzeczona jako nauczycielka w tajskiej szkole, przez co będziemy mogli zostać w Tajlandii kilka miesięcy. Na szczęście oboje znaleźliśmy pracę zdalną i planowane 3-4 miesiące przeciągnęły się do 2 lat w Azji 🙂 Teraz drugi raz wyjechaliśmy na kilka miesięcy do Azji i kolejny wyjazd był już bardziej przygotowany. Czekaliśmy długo na tanie bilety, załatwialiśmy wcześniej wszystkie sprawy, pozbywaliśmy się naszych rzeczy itp. Wydaje mi się, że przy pierwszym wyjeździe każdy potrzebuje bodźca. U nas był to szary, ponury jesienny wieczór i szybkie kupno biletów. A jak bilety były kupione to już nie było wyjścia! 🙂

 

cyfrowi-nomadzi-michal-molenda2

 

Mówisz, że udało się Wam znaleźć pracę – powiedz trochę więcej o tym, co robiliście i czy łatwo znaleźć tam Polakowi pracę?

 

Ja pracowałem od początku zdalnie, a Gosia pracowała jako nauczycielka angielskiego w tajskiej szkole i przedszkolu. Zanim się udało, musieliśmy zjeździć kilkanaście szkół na 2 wyspach, ale było warto. W Bangkoku jest łatwiej z pracą dla farangów (tak Tajowie określają białych/obcych) i pracuje tam całkiem sporo Polaków. Nie tylko w szkołach, ale też w biurach czy prowadzą swoje firmy. Są polskie szkoły nurkowania, jest Polak, który prowadzi sieć szkół językowych. W Tajlandii mieszka też Polak, który produkuje i sprzedaje polskie wędliny! Po jakimś czasie również Gosia znalazła pracę zdalną w Panelu Badawczym Ariadna, dzięki czemu po przepracowanym roku w tajskiej szkole mogliśmy odwiedzić również inne kraje.

 

Czy ta praca zdalna, o której wspominasz to dla polskiej firmy? Czy nadal masz kontrakt? Możesz powiedzieć jak to wygląda ? Masz elastyczne godziny pracy? Czy mieliście problem z internetem w Tajlandii ?

 

Tak, od prawie 4 lat pracuję zdalnie, ale gdy jesteśmy w Polsce to często jeżdżę do biura. W pracy zdalnej najważniejszy jest kontakt ze współpracownikami, który jest bardziej utrudniony w porównaniu do pracy stacjonarnej. Dlatego oboje pracujemy w polskich godzinach, dzięki czemu możemy być na bieżąco w kontakcie ze współpracownikami. Praca w innej strefie czasowej ma też plusy. Z jednej strony mamy całe przedpołudnie wolne i możemy zwiedzać okolicę albo po prostu polenić się na plaży, a z drugiej strony jeśli mamy do zrobienia jakiś pilny projekt „na wczoraj”, możemy zacząć pracę wczesnym rankiem i na rano polskiego czasu wysłać już go do firmy.

 

Jeśli chodzi o internet, to w Tajlandii można znaleźć domek z naprawdę szybkim WiFi. Dodatkowo, w każdym kraju kupujemy kartę sim z internetem 3G, z którego korzystamy w sytuacjach awaryjnych. Mimo błędnej opinii, Tajlandia jest bardzo rozwinięta i z internetem nie ma problemu. Smartfona ma każdy. Nawet Pani, która sprzedaje owoce na targu, jak nie ma klientów, gra w jakieś kolorowe gry na iPhonie 6+. Koniecznie w pstrokatej obudowie z uszami!

 

 

 

Już trochę mieszkacie w Tajlandii – czy możecie coś o niej opowiedzieć? Dużo ludzi chwali ją za niskie ceny, pyszne jedzenie, piękne widoki, piękną pogodę, uśmiechniętych ludzi na ulicy – czy Wy zauważyliście jakieś istotne wady tego kraju? Czy też jest to zdecydowanie miejsce, gdzie można spędzić spokojnie życie?

 

Tajlandia jest dobrym miejscem do życia, ale nie idealnym. Największym minusem jest odległość od Polski. Jeśli planujemy przeprowadzkę tam na dłużej, musimy się liczyć z tym, że rodzinę i znajomych będziemy widywać raz na kilka/naście miesięcy. Ceny rzeczywiście są bardzo atrakcyjne, ale w miejscach turystycznych trzeba wziąć pod uwagę, że mogą wzrosnąć nawet kilkukrotnie. Jedzenie jest przepyszne i chociażby dla tego warto odwiedzić Tajlandię. Moim zdaniem, nigdzie w Azji nie ma tak dobrego jedzenia jak w Tajlandii.
Jeśli chcemy zostać tu na dłużej, największą udręką są wizy. Albo będziemy płacić dużo za wizę edukacyjną, albo będziemy co 3 miesiące wyjeżdżać na kilka dni do sąsiedniego kraju. Istnieje też szansa, że celnik może odmówić nam wjazdu do kraju, jeśli będziemy mieli za dużo pieczątek i uzna, że pracujemy w Tajlandii nielegalnie.
Jak wygląda kwestia wizy do Tajlandii i jak się tam załatwia sprawy urzędowe – czy Waszym zdaniem wszystko idzie sprawniej niż w Polsce czy też tajowie są bardziej rozleniwieni niż my? 😉

 

Jeśli jedziemy tylko na wakacje, to z wizą nie będzie problemu. Dostaniemy 30-dniową na lotnisku lub możemy wyrobić 60-dniową w ambasadzie w Warszawie. Dodatkowo, możemy przedłużyć te wizy o kolejne 30 dni już na miejscu. Jeśli planujemy zostać min. rok musimy albo wyjeżdżać co 2-3 miesiące do sąsiadującego kraju albo wyrobić wizę edukacyjną. Wiza edukacyjna pozwala nam przebywać rok w Tajlandii, ale musimy opłacić kurs np. języka tajskiego czy muay thai. Teraz rząd Tajlandii umożliwił wyrobienie wizy na 6 miesięcy, ale i tak musimy po 2 miesiącach wyjechać przynajmniej na jeden dzień. Jednak ta opcja jest lepsza od wyrabiania ciągle nowej wizy ponieważ mamy pewność, że bez problemu kolejny raz przekroczymy granicę.

Tajowie mają bardzo luźne podejście do życia i czasu, ale o dziwo sprawy w urzędach załatwialiśmy dość szybko. Jedynie z pozwoleniem o pracę Gosi było trochę kłopotów. Dzień przed terminem okazało się, że nie wierzą, że taka szkoła istnieje i trzeba dosłać zdjęcia przed budynkiem, w środku i z dziećmi. Z tego co wiem, przy prowadzeniu własnego biznesu w Tajlandii jest dużo więcej biurokracji, ale my na szczęście mamy same dobre wspomnienia.

 

Jakie rejony Tajlandii Waszym zdaniem są najlepszym miejscem do zamieszkania i dlaczego ?

 

Wszystko zależy od tego, kto czego szuka w Tajlandii. Jeśli dużego miasta to Bangkok. Ogrom budynków i ludzi przytłacza, ale gdy już poznamy to miasto lepiej, nie da się go nie kochać. W Bangkoku jest wszystko. Codziennie można jeść kuchnie z innego świata, a weekendy spędzać w parkach, po których przechadzają się 2 metrowe warany. No i jest dość tanio. Za ok. 1000 zł możemy wynająć mieszkanie na osiedlu, na którym jest basen i siłownia dla mieszkańców. Jeśli ktoś chce być blisko plaży, to polecam wyspę, na której my mieszkaliśmy – Koh Phangan. Nie jest jeszcze mocno rozwinięta jak większe wyspy typu Phuket czy Koh Samui, ale każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Czy planujecie kiedyś wrócić do Polski?

 

Przez prawie cały 2015 rok byliśmy w Polsce. Wróciliśmy na początku roku po 2 latach w Tajlandii. Teraz od prawie 4 miesięcy jesteśmy w Azji (obecnie na Filipinach), a do Polski planujemy wrócić na przełomie kwietnia i maja.

 

Twoja kolej

Masz jakieś pytania? Śmiało zadaj je w komentarzach pod tym wpisem! Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to proszę prześlij go e-mailem do swoich znajomych, lub podziel się nim na Facebooku lub Twitterze. Dziękuję!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj powiadomienie o każdym nowym wpisie na blogu oraz wartościowe wskazówki biznesowe!

Zobacz także