Emocje w biznesie – jak wpływają na wyniki pracy?

Mam dziś doskonały humor. Może to przez to, że wiosna coraz bardziej daje o sobie znać bo wczoraj można było już chodzić bez kurtki, a może to dlatego, że już przed godziną 8-mą rano złapałam nowego, fajnego klienta. W każdym razie dzisiaj będzie o emocjach w biznesie, ponieważ ubiegły tydzień był zupełnie inny i nie zapowiadał się różowo. A to bardzo wpłynęło na moją pracę.  

 

Kto prowadzi biznes ten wie, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, a wręcz większość spraw wychodzi całkiem inaczej niż sobie planujemy. Pisałam trochę o tym TUTAJ. I w ubiegły poniedziałek rano, kiedy zasiadłam do pracy, ogarnęło mnie przygnębienie. Zaczęłam myśleć o tym, że kilka projektów się przeciąga bo czekamy na odpowiedzi od klientów, co w zasadzie burzy nam cały harmonogram, jeden z klientów opóźniał się już miesiąc z zapłaceniem sporej faktury, a mnie goniły wydatki, a do tego kilku innych klientów zachowywało się jak typowe “Janusze Biznesu” i strasznie komplikowało projekty. Jedna smutna myśl pociągała za sobą kolejną i w końcu dałam się całkowicie ponieść emocjom, co zepsuło mi cały dzień. To duży błąd. Wciąż muszę się pilnować, by go nie popełniać.

 

Ale już we wtorek postanowiłam podejść do wszystkiego inaczej i nie dać się emocjom… I wiesz co? Wszystko odwróciło się o 180 stopni. A oto, co się stało:

 

  • Klient wpłacił zaległą fakturę
  • Inny klient, któremu wysłałam ofertę po terminie nie licząc na żaden efekt (po prostu nie dałam rady wcześniej), zdecydował się na moją firmę i wyszło z tego dość duże zlecenie
  • Wpadło mi nagle kilka innych, całkiem fajnych zleceń, z czego większość z poleceń, co bardzo mnie podbudowało
  • Zrobiłam coś nietypowego – podjęłam się wyzwania na grupie Biznes, blogowanie i marketing dla kobiet, które polegało na tym, że trzeba było nagrać krótki 2-3 minutowy filmik, w którym opowiada się o swojej firmie. Filmik ten można zobaczyć tutaj – dało mi to dużego kopa, bo wyszłam ze strefy komfortu. Nigdy nie lubiłam nagrywać filmików i patrzeć na siebie w kamerze, ale okazało się, że zostało to dość pozytywnie odebrane w grupie
  • W ciągu tego dnia miałam jeszcze raz potwierdziłam swoje umiejętności sprzedażowe bo po 15 minutach rozmowy na Facebooku klientka zdecydowała się na mnie, nawet nie szukając nikogo innego
  • Zamknęłam 2 spore projekty, które trwały dość długo

 

Co ciekawe – ci klienci, którzy na mnie się zdecydowali, powiedzieli mi, dlaczego się zdecydowali. Bo wyczuli u mnie profesjonalizm, entuzjazm i zrozumienie tematu. Tak więc mimo tego, że czasem mam gorsze dni to w kontakcie z klientem całkowicie zapominam o swoich sprawach i skupiam się na nim, a także powstrzymuję się od emocji. Wierz mi lub nie, ale przez telefon bardzo łatwo wyczuć czy ktoś ma dobry czy zły humor.

 

Kiedyś nawet przeczytałam w jakimś artykule o tym, że ludzie, którzy osiągają największe sukcesy w biznesie, nie dają się ponieść emocjom. Myślę, że jest w tym sporo prawdy.

 

Jest mnóstwo rzeczy, które mogą się posypać w ciągu dnia – ktoś nawali, coś się popsuje, coś wyjdzie zupełnie inaczej niż przewidywałeś. Takie rzeczy potrafią przygnębić, wkurzyć i skutecznie zniechęcić do pracy. Ma się ochotę wszystko zostawić i wyjść. Sztuka polega na tym, by się temu nie poddać.

 

Pamiętam jeszcze swoje gorsze momenty w firmie – wtedy, kiedy prawie upadła. To był koszmar. Przychodziłam do pracy i musiałam spojrzeć pracownikom w oczy i powiedzieć im, że nie będzie wypłaty na czas. Potem siadałam do komputera i widziałam te wszystkie faktury do zapłacenia, które były już po terminie. A na koncie 0 zł. Cały czas myślałam tylko o tym, że muszę jak najszybciej zarobić jakieś pieniądze by to wszystko opłacić. Nie spałam, siedziałam w pracy od rana do nocy, a nawet w weekendy. Zaniedbałam bieżące tematy i męża próbując skupić się na sprzedaży. Cały czas wyszukiwałam możliwości zarobienia pieniędzy.  Tylko problem w tym, że to tak nie działa – po pierwsze sprzedaż usług zajmuje dużo czasu bo musi przejść przez cały sznurek osób decyzyjnych w firmach, a po drugie nie można rozmawiać z klientami myśląc tylko o tym, jak im coś sprzedać. Sprzedaż dzieje się po zbudowaniu relacji. Trzeba to robić spokojnie, na luzie i nie liczyć na to, że coś z tego wyjdzie w tym tygodniu, w tym miesiącu ani nawet w tym kwartale. Budowanie relacji przynosi efekty dopiero po jakimś czasie.

 

Mój stres w owym czasie wpływał na wszystko – na sposób rozmowy z pracownikami, z klientami, na efektywność w wykonywaniu bieżących zadań, na to jak prowadzony był marketing firmy, a nawet na to, w jaki sposób i z jaką częstotliwością odpisywałam na maile. I to wszystko było na bardzo słabym poziomie. Wszystko o czym myślałam od rana do nocy to jak znaleźć dodatkowe środki finansowe. Ale chyba większość ludzi tak ma, kiedy przychodzą problemy finansowe.

 

Miałam szczęście w tamtym czasie poznać śp. wspaniałego człowieka, który kiedyś prowadził dużą firmę informatyczną. Był sporo starszy ode mnie i był moim sąsiadem. Pewnego dnia zgadaliśmy się i okazało się, że mamy sporo wspólnych tematów. Od słowa do słowa zaczęłam mówić mu o swoich problemach i o tym, że nie mogę spać, nie mogę się skupić na pracy bo brakuje mi pieniędzy i robią mi się poważne zaległości. Zapytał mnie, ile mam tych zaległości. Kiedy mu powiedziałam, zaśmiał się okropnie i powiedział, że taka kwota to jest pikuś i że moje problemy są śmieszne. Po czym usłyszałam jego historię.

 

Bardzo podobną, tylko u niego kłopoty w biznesie pojawiły się z innego powodu – oszukał go wspólnik. A firma rozwijała się bardzo dynamicznie – milionowe przychody, domy pobudowane za gotówkę, podróże po świecie… Wszystko układało się pięknie, aż się posypało. Stracił wszystko – firmę, dom, żonę. Został sam i zamieszkał w małym, wynajmowanym pokoiku w domu poza miastem. Z ogromnymi długami, których nie miał szans spłacić w tym życiu bo praca na etacie nie dawała takich możliwości. Powiedział do mnie: “widzisz? To dopiero są problemy! A Twoje jeszcze da się odwrócić”. Może to zabrzmi egoistycznie, ale świadomość tego, że ktoś ma o wiele większe ode mnie problemy, jakoś mnie uspokoiła i nauczyła dystansu do pewnych spraw. Okazało się, że ów znajomy ma bardzo dużą wiedzę i nauczył mnie sporo o biznesie, podpowiedział kilka książek i kazał dużo, dużo czytać i wdrażać różne pomysły, rozmawiać z ludźmi, którzy już osiągnęli sukces. Emanował z niego niesamowity spokój – ja na jego miejscu chyba nie mogłabym spokojnie spać i miałabym myśli samobójcze. A on się z tego śmiał i jakoś sobie powoli zaczął układać życie – poznał kobietę, zaczął angażować się w ciekawe projekty. Oczywiście miał świadomość, że do końca życia będzie spłacał długi, ale poza tym wiedział, że już nic więcej się nie stanie – już nic nie straci bo wszystko co mógł, już stracił.

 

Powiedział mi, że najgorsze co można zrobić to usiąść i się załamać, zamiast walczyć i próbować szukać możliwości. Wytłumaczył, że muszę się skupić na rozwoju firmy i na poznawaniu nowych ludzi, a z czasem kontrakty same przyjdą. Podpowiedział mi też kilka praktycznych rad typu jak zejść z kosztów w firmie i przestać się stresować sytuacją, a także jak negocjować bieżące spłaty. Zaprosił mnie też do udziału w jednym projekcie, gdzie poznałam masę fajnych ludzi i pozyskałam sporo nowych zleceń o dużej wartości. Poznał mnie z kilkoma wartościowymi ludźmi, którzy również podzielili się ze mną swoją wiedzą. To dało mi motywację i siłę do dalszego działania. Przestałam się zamartwiać i zaczęłam działać, codziennie realizując założone zadania. Po jakimś czasie moja firma wróciła na właściwe tory. Od tamtej pory nie martwię się już tym, co będzie, lecz skupiam się na tym, co jest. Na tym co mogę w tej chwili zrobić, aby osiągnąć to, co sobie założyłam.

 

I paradoksalnie, odkąd przestałam się martwić, wszystko układa się lepiej. Chyba sprawdza się ogólnie przyjęta zasada, która mówi o tym, że pozytywne nastawienie sprzyja szczęściu. I to nie jest tak, że jak się trochę pouśmiechamy to kasa sama spadnie z nieba. Nie, tu chodzi o coś innego. Pozytywne nastawienie powoduje, że lepiej podchodzimy do swojej pracy, że jesteśmy bardziej zmotywowani i dzięki temu szybciej i łatwiej osiągamy sukces. Optymistyczne podejście powoduje również, że jesteśmy lepiej odbierani przez otoczenie i ludzie bardziej chcą z nami współpracować. Kojarzycie telemarketerów, którzy są chamscy przez telefon albo brzmią ponuro? Nikt nie chce z nimi pracować, prawda? No właśnie.

 

Dodam jeszcze, że większość ludzi w mojej sytuacji pewnie poddałoby się. Odpuściliby sobie prowadzenie firmy, zaliczyli to jako życiową porażkę i poszli do pracy na etat. I przez resztę życia narzekaliby, że przyczyną upadku ich firmy jest nasz kraj – że tu się nic nie da osiągnąć bo rząd robi wszystko by nam się nie udało. Tacy ludzie nie spojrzą  na siebie i nie pomyślą, że może to oni gdzieś popełnili błąd i że może trzeba wszystko wywrócić do góry nogami i podejść zupełnie inaczej do tematu. Ja byłam zdeterminowana, żeby wyprowadzić firmę na prostą i włożyłam w to bardzo dużo pracy, przy okazji zmieniając całkowicie podejście do zarządzania biznesem.

 

Tak więc, podsumowując.. Nie pozwól, aby niepowodzenia wpłynęły na Twoją motywację do pracy. Szkoda czasu na rozmyślania co by było gdyby – skup się na tym, co jest teraz i co możesz zrobić, aby poprawić swoją pracę. Z każdej sytuacji jest wyjście, wystarczy skoncentrować się na szukaniu rozwiązania.

 

A mój znajomy? Niestety, umarł nagle niedługo potem. W samotności, nie zdążywszy zrealizować swoich planów. Po tym wszystkim powiedziałam sobie, że nigdy nie chcę skończyć tak jak on i że zrobię wszystko, by wykreować takie życie, jakie chcę. Zawsze jednak będę wdzięczna losowi za to, że na niego trafiłam i za to, że nakierował mnie na właściwy tor. Miałam ogromne szczęście, że go poznałam. 

 

Twoja kolej

Masz jakieś pytania? Śmiało zadaj je w komentarzach pod tym wpisem! Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to proszę prześlij go e-mailem do swoich znajomych, lub podziel się nim na Facebooku lub Twitterze. Dziękuję!

 

Opt In Image
Darmowy ebook!

Dołącz do prawie 400 osób, które otrzymały bezpłatny ebook "Narzędzia i książki, które pomogą Ci w biznesie", a także newsletter, w którym dzielę się swoją wiedzą o prowadzeniu biznesu!

Zobacz także

  • A ja właśnie założyłem Ltd w UK 🙂
    To jest dopiero wyjście ze Strefy Komfortu 🙂

    • Haha.. też o tym myślę od jakiegoś czasu. Mogę się do Ciebie odezwać na FB ? 🙂

      • Pewnie!

        Ja o tym myślałem od 7 lat (od początku założenia własnej DG), ale wielu rzeczy nie wiedziałem, bałem się. Ogólnie, nie byłem gotowy. Pewnego dnia w styczniu obudziłem się i poczułem, że TO JEST TEN CZAS. No ale zanim dowiedzialem się wszystkiego co trzeba (w sumie wciaż jest jeszcze kilka niejasności), to założyłem przedwczoraj. Dzisiaj dostałem certyfikat założenia. Teraz jeszcze jakieś konto bankowe i można działać 🙂

  • Historia tego pana daje naprawdę do myślenia. Jak łatwo możemy stracić wszystko, na co pracowaliśmy całe życie. To niesamowicie obciążające, ale i motywujące. Wciąż czaję się na swój biznes, ale nie wiem,czy podołam “robić wszystko naraz”.

  • Emocje to jest ogromna broń. Zarządzanie nimi, np. właśnie do budowania relacji biznesowych, potrafi zdziałać więcej niż cokolwiek innego. Ale jest to temat-rzeka 🙂

  • Myśle,że w biznesie jest też trochę tak jak w życiu. Im bardziej będziemy usilnie, po trupach do czegoś dążyć tym trudniej nam będzie to osiągnać. Czasami po prostu trzeba umieć iść z biegiem czasu 🙂

  • Dziękuję, że podzieliłaś się tą historią <3

  • Również zauważyłam, że wszystko układa się samo, kiedy tylko przestanę się martwić. Gratuluję, że się nie poddałaś i trzymam kciuki!

  • Zauważyłam, że kiedy się odpuści negatywne emocje, uruchamia się pozytywny przepływ:)

  • Znam ten ból. Klienci potrafią dodać człowiekowi skrzydeł, ale czasem – podciąć je totalnie i zepsuć człowiekowi humor na długo…

    Na szczęście ci drudzy stanowią nikły promil promila 🙂

  • Nie wiem do końca co czułaś w tej kryzysowej sytuacji bo nigdy nie miałem pracowników i zobowiązań wobec nich ale wiem jak łatwo przychodzą czarne myśli kiedy fundusze się kończą, negocjacje przedłużają i nadziei na pozór nie widać. W moim przypadku – odbiłem się od dna. Potem było już tylko lepiej 🙂

  • Ech, przeżyłem już chyba wszystko – oszukał mnie pracownik co prawda, a nie wspólnik, ale bolało równie mocno. Miałem sytuację, kiedy na koncie było 26zł i sterta faktur do popłacenia. Wygrałem sprawy sądowe o zapłatę należności od kilku klientów i nigdy to nie było takie łatwe – zarówno jeśli chodzi o udowodnienie, że zapłata się należy i produkt spełnia warunki umowy, jak i nerwy z tym związane. Wiele razy chciałem to walnąć w kąt i iść sobie na etacik popierdzieć w stołek.
    Ale wtedy zawsze warto usiąść i się zastanowić na zimno. Dać sobie kilka dni oddechu i sprawdzić, jak się wszystko poukłada. U mnie na szczęście wszystko się zawsze zmieniało na lepsze, ale ślad pozostawiło, bo za każdym następnym razem chciało mi się mniej. Ale to dobrze – straciłem motywację do zasuwania po naście godzin na dobę 🙂

  • Łomatko, ile razy dziennie mam ochotę wyrzucić laptop przez okno, to sobie nie wyobrażasz 😛

    A powstrzymuje mnie zasadniczo kilka kwestii:
    1. nie nadaję się pod szefa – sprawdzałam i wiem, że to się nigdy dobrze nie kończy…
    2. okno jest duże i będzie sporo kosztować
    3. laptop nie najdroższy, ale przecież na tablecie pracować się nie da…
    4. jakoś tak to się układa, że następnego dnia sprawy zazwyczaj wyglądają inaczej

    Dobrze jest mieszkać na spokojnej wsi, gdzie nie ma się sąsiada za ścianą, który słyszałby, do jakiej pasji potrafią doprowadzić mnie niektórzy Klienci 😉

  • Niestety, jesteśmy tylko ludźmi i często ponoszą nas emocje. Zwłaszcza, kiedy nie idzie, jak powinno. Albo kiedy nie idzie tak, jakbyśmy chcieli by szło. Dobrze mieć tego świadomość i starać się przeciwdziałać złym emocjom, zastanowić się nad tym, co tak naprawdę jest ważne, w czym jesteśmy najlepsi 😉