Gdzie się podziałam?

Stali czytelnicy zaglądający tutaj co jakiś czas, pewnie patrzą na stronę główną z rozczarowaniem i myślą sobie “blog umarł”.. Wcale się nie dziwię bo tak to właśnie wygląda – od wielu miesięcy nic nowego tutaj nie wrzuciłam. Ale czy blog umarł? Tego nie wiem, staram się myśleć o nim w kategoriach, że wciąż mi na nim zależy, wciąż mam na niego wiele pomysłów i jeszcze coś tutaj napiszę. Jednak rzeczywistość pokazuje, że bardzo ciężko znaleźć mi na niego czas w chwili obecnej bo bardzo dużo zmieniło się w moim prywatnym życiu. 

 

A gdzie byłam przez ostatnie kilkanaście miesięcy? 

 

Można powiedzieć, że takim prawie gwoździem do trumny dla wielu moich projektów był ostatni rok, który obfitował w kilka tragicznych dla mnie zdarzeń w życiu prywatnym. Otóż w odstępie zaledwie kilku miesięcy zmarła mama mojego męża (czyli moja teściowa) oraz mój tato. W międzyczasie jeszcze zmarł brat mojego taty. 

 

Moim tatą oraz moją teściową musiałam się opiekować w domu – w mniejszym czy większym stopniu. Szczególnie wymagająca była opieka nad moim tatą, ponieważ dla niego nie było ratunku szpitalnego, lekarze go skreślili i nie dali mu żadnej nadziei na wyleczenie choroby. Umierał powoli, w domu, na naszych oczach. To był ogromnie ciężki czas, szalenie wyczerpujący emocjonalnie. Tato z tygodnia na tydzień przestawał chodzić i wymagał coraz większego zaangażowania z naszej strony. Przy takim wysiłku i wyczerpaniu psychicznym nie miałam już kompletnie siły na nic innego.

 

Był to dla mnie bardzo ciężki rok i praktycznie wyłączyłam się z życia zawodowego, skupiając się tylko na dokończeniu zakontraktowanych już zleceń. Nie miałam jednak kompletnie głowy do swoich własnych, rozwojowych projektów. Na szczęście ubiegły rok nie był w 100% tragiczny ponieważ światełkiem w tunelu okazała się wiadomość o mojej ciąży

 

Całą ciążę czułam się bardzo dobrze (myślę, że to zasługa mojej diety i stylu życia). No, może jedynie ostatni miesiąc był nieco ciężki, ale to tylko ze względu na duży brzuch i ograniczenie swobody ruchów czy problemy z dłuższym siedzeniem przy komputerze. 

 

Początkiem tego roku więc zaczęłam nadrabiać trochę zaległych rzeczy, nawet dołączyłam do 2 MasterMindów, udzieliłam się w kilku artykułach i w podcaście Mała Wielka Firma, stworzyłam Landing Page z nową ofertą firmy, wysłałam kilka newsletterów. Ale im bliżej do porodu tym więcej czasu znów musiałam poświęcić na przygotowania na nadejście dziecka. Zakup wyprawki, mebli, wizyty u lekarzy, Szkoła Rodzenia, edukacja – sporo tego było, a ponadto korzystaliśmy też z mężem z ostatnich chwil “wolności” i pojechaliśmy na kilka urlopów. Generalnie dałam sobie dużo luzu – pozwoliłam sobie na odpoczynek po poprzednim, ciężkim roku i podchodzenie do wielu rzeczy na spokojnie, bez pośpiechu i poczucia winy, że czegoś nie zrobiłam. Po prostu cieszyliśmy się z ciąży i staraliśmy zapomnieć o złych wydarzeniach.

 

A kiedy dziecko się już urodziło.. Ci, którzy mają dzieci, wiedzą co to jest 🙂 Pojawienie się tego stworka na świecie to dla nas istna jazda bez trzymanki – całkowicie wywrócił bowiem on nasz świat do góry nogami. Co nie znaczy, że narzekam – wręcz przeciwnie, nasz mały synek jest świetny i cały czas się nim zachwycamy. Zwłaszcza, że ma fantastyczny uśmiech, na którego widok miękną nam serducha i wszystko mu wybaczamy 🙂 Nie mniej jednak wciąż oswajamy się z nowym trybem życia.

Wcześniej mogłam rano wstać, zjeść śniadanie i siadać od razu do pracy z kawą. Teraz wstaję rano i muszę najpierw nakarmić syna, a potem, jeśli mi pozwoli, najczęściej jem w pośpiechu śniadanie bo już w połowie zaczyna płakać. A po śniadaniu jest różnie – albo dalej płacze i trzeba mu poświęcić sporo czasu do południa, albo uśnie na chwilkę i wtedy mam godzinkę czy dwie na pracę. Nigdy jednak nie wiem, ile tego czasu wolnego będę miała, więc ciężko też zaplanować sobie jakieś działania. Nawet kawę zdarza mi się pić odgrzewaną z poprzedniego dnia 😉 Najczęściej, jak tylko pojawia się wolna chwila to ogarniam projekty dla klientów. Na to muszę znaleźć czas, ponieważ pozwalają mi się utrzymać. Nie zostaje jednak wiele czasu na prowadzenie bloga czy ogarnianie jakichś pobocznych projektów, bo w międzyczasie jeszcze trzeba coś ugotować, zjeść, posprzątać czy zrobić zakupy. 

 

Oczywiście mam pomoc mojego męża – i to całkiem sporą, wręcz jestem pozytywnie zaskoczona, jak bardzo się angażuje i jak dużo czasu poświęca małemu. Ale mój mąż pracuje codziennie na etacie, więc jednak więcej czasu jestem w domu z dzieckiem sama. 

 

Tak więc póki co, uczę się nowego życia i szukam coraz to nowych sposobów na uspokojenie lub uśpienie malca, żeby wyrwać trochę czasu dla siebie 🙂 Nie mniej jednak wciąż wierzę, że to tylko przejściowe i że sytuacja niebawem się uspokoi – może dziecko przestanie tak dużo płakać i będzie bardziej odkładalne albo ja stanę się bardziej kreatywna w szukaniu wolnego czasu 🙂

 

Cały czas mam gdzieś z tyłu głowy różne pomysły na rozwój tego bloga i wielu innych projektów i liczę, że z czasem uda mi się to podgonić. Zdaję sobie jednak sprawę, że tak długa przerwa w prowadzeniu bloga spowoduje ogromny ubytek czytelników i się z tym pogodziłam. Życie prywatne i spokój ducha są najważniejsze, a takie sytuacje trzeba po prostu wziąć na klatę. W tej chwili niestety nic na to nie poradzę i muszę poczekać na lepsze czasy. 

A co dalej z blogiem? Pisząc ten post, uświadomiłam sobie, jak bardzo brakowało mi pisania i jednocześnie napisałam drugi post, który wkrótce opublikuję. Mam też kilka nowych pomysłów. A mój syn ma już 2,5 miesiąca, ponoć w tym okresie mniej więcej, kończą się słynne problemy trawienne u dzieci i stają się spokojniejsze. Mam więc nadzieję, że teraz będzie znacznie łatwiej. Ten blog jest dla mnie trochę odskocznią od wszystkiego i takim moim miejscem, gdzie mogę szczerze napisać o swoich przemyśleniach i doświadczeniach. Chciałabym wrócić do regularnego pisania, więc będę się bardzo starać, aby tak było.

 

Wiem, że wielu moich czytelników również ma swoje dzieci – może Ty podpowiesz mi, jakie miałeś/miałaś sposoby na to, by mieć więcej czasu na swoje projekty i  realizację celów biznesowych? Od razu mówię, że praca po nocach, kiedy dziecko śpi, odpada – sen jest dla mnie jednak ważniejszy 🙂 Chętnie poczytam o Twoich doświadczeniach 🙂

 

 

 

Opt In Image
Darmowy ebook!

Dołącz do ponad 500 osób, które otrzymały bezpłatny ebook "Narzędzia i książki, które pomogą Ci w biznesie", a także newsletter, w którym dzielę się swoją wiedzą o prowadzeniu biznesu!

Zapisując się na listę zainteresowanych wyrażasz zgodę na na otrzymywanie newslettera z www.rozterkistartuperki.pl. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.

Zobacz także