7 błędów, jakich już nigdy nie popełnię w biznesie

Po dobrych kilku latach prowadzenia firmy (a konkretnie 9-ciu) mogę spoglądać wstecz i zastanawiać się, czy jest coś, co zrobiłabym dzisiaj inaczej, lepiej. Jest tego oczywiście sporo, bo każdy popełnia błędy w biznesie, zwłaszcza w początkowych latach prowadzenia działalności. Postanowiłam zebrać takie moje najcięższe przypadki w formie wpisu, być może komuś otworzą oczy na pewne sprawy.

 

Szkoda, że mnie nikt wtedy nie pokazał takiego wpisu albo że nie trafiłam na kogoś z bogatym doświadczeniem, kto by mnie wtedy strzelił w pysk i uświadomił, że pewnych rzeczy się nie robi. Mam jednak nadzieję, że czytają to początkujący przedsiębiorcy i że moje błędy na coś się przydadzą 😉

 

1. Sprzedaż po niskich cenach

 

Najczęstszy błąd przedsiębiorców z tego, co widzę i zdecydowanie największy mój błąd, za który dostałam poważnego kopa w tyłek. Kiedy zaczynałam działalność, nie było takich szkoleń jak teraz i tylu książek biznesowych, tylu blogów z których można się uczyć. Spośród ok. 80 podobnych firm jak moja, w moim mieście nikt nie miał właściwie pojęcia, co to znaczy wyróżnić się na rynku. Każdy walczył o klienta ceną. Nie było czegoś takiego jak przemyślane projekty graficzne, oparte o cele biznesowe i grupę docelową. Wtedy się po prostu robiło “ładny projekt graficzny”. Słyszałam o firmach, które czesały po kilkadziesiąt projektów dziennie. Domyślasz się pewnie, za jakie kwoty takie projekty sprzedawano?

 

Zrozumiałam co robię w momencie gdy uświadomiłam sobie, że zaniedbuję męża bo pracuję od rana do nocy, a ciągle mi brakuje pieniędzy na opłaty i na inne rzeczy. Jak zaczęłam mieć problem z regulowaniem zobowiązań to poszukałam pomocy wśród bardziej doświadczonych osób i uświadomiłam sobie, co robię źle. Natychmiast podniosłam ceny – drastycznie. I tego trzymam się do dzisiaj. Teraz mam więcej czasu dla siebie, większy spokój psychiczny i lepszych klientów, a co za tym idzie, ciekawsze projekty 🙂

 

2. Zatrudnianie pracowników pod wpływem chwili

 

Zdarzyło mi się zatrudnić dodatkowych ludzi bo zdawało nam się z zespołem, że mamy ogrom pracy i nie damy sobie rady bez nowych ludzi. To było złudne wrażenie, że firma się dynamicznie rozwija i trzeba natychmiast dodatkowej pomocy. I kiedy wzięłam do pracy grafika na etat, on polecił mi programistę, ten polecił kolejnego programistę…. A to się wiązało oczywiście z dodatkowym sprzętem, meblami i mnóstwem innych wydatków. Bardzo żałuję tej decyzji, ale cóż.. Przynajmniej to jakaś nauczka.

 

Okazało się, że to był chwilowy wzrost zleceń, a potem trzeba było tych ludzi jakoś utrzymać. Powinnam była ich wtedy zatrudnić na umowę o dzieło pod konkretne projekty. Nie miałabym wtedy takich zobowiązań, kiedy pracy było mniej.

 

To też jest częsty błąd przedsiębiorców – kiedy tylko pojawia się więcej pracy i większe zarobki, zamiast reinwestować zarobione środki np. w marketing albo rozwój produktów, przeznaczają wszystko na nowy sprzęt, na dodatkowych pracowników, lepszy samochód. Tak niestety popłynęło już wiele firm.

 

Dzisiaj nie zatrudniłabym nowej osoby na etat, nie mając na koncie przynajmniej 12-krotności jego pensji miesięcznej.

 

3. Brak jasnego podziału zadań ze wspólnikami

 

Zdarzyło mi się w przeszłości założyć kilka spółek i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to, co zawiodło najbardziej to brak jasnego podziału zadań i wspólne podejmowanie decyzji na prawie każdym etapie. Zajmowaliśmy się razem wieloma rzeczami, zamiast rozdzielić je wg swoich kompetencji i ustalić termin realizacji dla każdego zadania. W efekcie traciło się dużo czasu i było sporo nerwów.

 

Ponadto każda ze stron powinna mieć decyzyjność w tych kwestiach, na których zna się lepiej od wspólnika. Dzięki temu można uniknąć niepotrzebnego marnowania czasu spędzonego na oczekiwaniu na decyzję wspólnika albo na to, czy ma dzisiaj chęć i czas by poruszać pewne kwestie.

 

Brak podziału zadań bardzo spowalnia rozwój firmy, a nierzadko również prowadzi do jej upadku. Tak prawie skończyła się historia jednej z moich spółek. Moja wspólniczka uważała, że moje pomysły marketingowe są kiepskie i że się nie sprawdzą. I że niepotrzebnie marnuję na to czas. Tymczasem ona doświadczenia w marketingu internetowym żadnego nie miała, za to lubiła sprzedawać i rozmawiać z ludźmi. Jasny podział obowiązków spowodowałby, że być może spółka do dziś by istniała – niestety wspólniczka zaniedbała sprzedaż, skupiając się na wyperswadowaniu mi moich pomysłów marketingowych albo komentowaniu tworzonych przeze mnie projektów graficznych. Ja niestety odłożyłam wtedy większość moich pomysłów do szuflady, ale już po rozwiązaniu spółki, odświeżyłam je i zaczęłam wdrażać w życie. Okazało się, że pomysły działały i przynosiły mi w kolejnych latach profity, a firma istnieje do dziś.

 

4. Nie pobieranie zaliczek od klientów

 

9 lat temu rzadko który klient nauczony był płacić wszędzie zaliczki, nie mówiąc już o zadatkach. Sama zresztą nie wiedziałam wtedy, czym różni się zaliczka od zadatku.. Klienci upierali się, że będą płacić dopiero po wykonaniu usługi. A ja, świeżynka w branży, zgadzałam się na to, żeby tylko tego klienta mieć. Oj, ile by mi to nerwów oszczędziło, gdybym jednak brała od klientów zaliczki…Nauczyłam się dopiero, kiedy kilku klientów nie zapłaciło mi za wykonane usługi… Bolało!

 

Od tamtej pory ZAWSZE pracuję na zali… tfu, zadatkach (różnica jest istotna, zachęcam rozejrzeć się w temacie), a czasem nawet jest to przedpłata 100% (w zależności jakiego rodzaju zlecenie to jest i jakie wrażenie robi na mnie klient..)

 

Teraz jest nieco inaczej – to ja jestem zdziwiona, kiedy jakiś klient (a takich jest już naprawdę mało) nie chce zapłacić zadatku i wzbudza to u mnie poważne podejrzenie, że skoro teraz nie chce zapłacić to później będą z takim same kłopoty.. Większość klientów doskonale to rozumie i szanuje.

 

5. Nie podpisywanie umów

 

Kolejna ważna rzecz – jak sobie kilka razy popracowałam bez umów to stwierdziłam, że nigdy więcej. Umowa jest bardzo ważna i w razie nieporozumienia czy konfliktu co do tego, co miało zostać zrobione, mogę pokazać klientowi dokument i powiedzieć “ale przecież Pan podpisał taki warunek”. Inna sprawa, że większość klientów nie czyta w ogóle umów, no ale cóż… Podpis na umowie to jak cyrograf – jeśli klient zgodził się na pewne warunki, a w trakcie trwania zlecenia upiera się, żeby je zmienić (co jest dość częstą taktyką) to nie muszę się na to godzić. Mało tego, mogę mu w takim momencie wypowiedzieć umowę i zostawić sobie zadatek np. 50% wartości zlecenia. (tutaj więcej o umowach)

 

Umowa zapewnia bezpieczeństwo i spokój ducha. Wystarczy spojrzeć na różne biznesowe grupy dyskusyjne i poczytać, jakie problemy mają ludzie, którzy takich umów nie podpisali… Aż ciary czasem przechodzą. Bez umowy nie da się nic nikomu udowodnić ani pójść do prawnika. Zostajesz po prostu ze straconymi pieniędzmi i straconym czasem.

 

6. Bycie perfekcjonistką

 

Kiedyś, żeby wdrożyć pewne rozwiązanie w firmie, musiałam je mieć w 100% skończone tak, jak to sobie wymarzyłam. Oznaczało to na przykład, że nowa strona firmowa nie mogła zostać uruchomiona bez stworzenia wszystkich zakładek i poprawienia wszystkich błędów co do pixela. W efekcie kilka miesięcy obsuwy mogło powodować, że przepadło mi kilku klientów, którzy akurat szukali u mnie czegoś, co jest już na nowej stronie.

 

Dzisiaj nauczyłam się, że czasem lepiej jest wypuścić stronę nawet częściowo niegotową, ale przynajmniej dostosowaną już do obecnych standardów, na której można sobie spokojnie pracować i na bieżąco ją poprawiać. I tak nigdy nie uniknie się błędów, nie mówiąc o tym, że wypuszczając coś w wersji testowej można otrzymać wartościowy feedback od klientów, dzięki czemu można spojrzeć na pewne sprawy inaczej i jeszcze bardziej poprawić efekt finalny. Ostatnia nasza strona firmowa wciąż ma sporo błędów i braków w portfolio, ale przynajmniej już jest dostępna i mam satysfakcję, że mogłam odhaczyć ważny projekt z mojej listy “to-do”.

 

To samo jest w przypadku start-upów – wielu pomysłodawców czeka do ostatniej chwili ze startem swojego biznesu, a przecież mogliby wypuścić wcześniej jakąś wersję okrojoną i zbadać zainteresowanie rynku. Dzięki temu być może mieliby już pierwszych klientów o rok wcześniej albo uniknęliby rozczarowania, zanim zainwestują wszystkie oszczędności w coś, co nikogo nie interesuje.

 

7. Branie całej pracy na siebie

 

Kiedyś miałam takie przekonanie, że tylko ja jestem w stanie swoje pomysły zrealizować perfekcyjnie. I przez to pracowałam długie godziny, szlifując je, zamiast spędzić ten czas w przyjemniejszy sposób. A niektóre pomysły w ogóle nie zostały zrealizowane z braku czasu. Kto wie, jak dzisiaj wyglądałoby moje życie, gdybym je jednak wdrożyła?

 

Teraz nauczyłam się, że czasem warto komuś pewne rzeczy zlecić, bo dzięki temu mam więcej czasu na realizację innych pomysłów. Mogę się też szybciej się rozwijać.

 

Jest mnóstwo osób, które w przystępnej cenie i w dobrej jakości pomogą Ci z Twoimi zadaniami. Czasem warto te 100-200 zł wydać i mieć coś szybko zrobione, niż odkładać to na później z powodu braku czasu. Są nawet takie osoby jak Wirtualni Asystenci, którzy ogarną za Ciebie wiele spraw, którymi sam nie lubisz się specjalnie zajmować.

 

 

Pracujesz w branży kreatywnej i potrzebujesz pomocy? Dołącz do grupy “Jak pozyskać klienta – sprzedaż w branży kreatywnej” na Facebooku!

 

 

Twoja kolej

Masz jakieś pytania? Śmiało zadaj je w komentarzach pod tym wpisem! Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to proszę prześlij go e-mailem do swoich znajomych, lub podziel się nim na Facebooku lub Twitterze. Dziękuję!

Opt In Image
Darmowy ebook!

Dołącz do ponad 500 osób, które otrzymały bezpłatny ebook "Narzędzia i książki, które pomogą Ci w biznesie", a także newsletter, w którym dzielę się swoją wiedzą o prowadzeniu biznesu!

Zapisując się na listę zainteresowanych wyrażasz zgodę na na otrzymywanie newslettera z www.rozterkistartuperki.pl. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.

Zobacz także