Proste ciastka bez cukru i bez pieczenia

Obiecałam sobie, że to nie będzie kolejny blog kulinarny, bo jest ich setki, a ja takim znów dobrym kucharzem nie jestem. W końcu jeśli nigdy w życiu nie upiekłam żadnego ciasta, a wszystkie chleby jakie do tej pory robiłam, wychodziły z piekarnika płaskie…to nie mam powodów by nauczać innych 😉

 

Za to znalazłam coś w czym się czuję dobrze 🙂 I jako, że wyszło mi coś fajnego, to postanowiłam się podzielić.

 

Jak każdy człowiek, lubię słodycze (no dobra, są tacy co nie lubią i podobno to są źli ludzie…). Ale w związku z wielkimi zmianami w mojej diecie, przyszedł również kres wszelkim słodyczom tj. czekoladom, ciastom – wszystkim tym rzeczom, które zawierają mleko, cukier i jakieś inne składniki, których nazwy nie rozumiem.

 

Jakiś czas temu odkryłam w necie różne przepisy na ciastka bez cukru, bez mleka i co ciekawsze, bez pieczenia i bez gotowania. W 100% surowe, zdrowe i które można jeść bez poczucia winy.

 

Od tamtej pory staram się jeść wyłącznie takie rzeczy. Do wspaniałego smaku dochodzi jeszcze satysfakcja, że dostarczam swojemu organizmowi dużo zdrowych tłuszczy w postaci orzechów, nasion i oleju kokosowego.  Tak się tym tematem zajarałam, że już chyba na zawsze zostanę „kaleką” kuchennym, który nie umie upiec nawet szarlotki.. za to z pewnością kiedyś zrobię jej surową wersję 🙂

 

Ten przepis tutaj ma jeszcze jedną zaletę – jest bardzo prosty i szybki w przygotowaniu. Jak się dobrze sprężycie (i zaciągniecie partnerów/partnerki do pomocy) to go zrobicie w taką samą ilość czasu, jaka potrzebna jest na pójście do sklepu po czekoladę..

 

Mój przepis jest modyfikacją przepisu Life Managerki – w tym przepisie są daktyle – a ja nie cierpię rodzynek, daktyli i wszystkiego co jest gumowe, dlatego też zastąpiłam tutaj daktyle orzechami nerkowca. Można też użyć orzechów włoskich (nawet chyba będą lepsze, tylko jest przy tym więcej pracy bo trzeba łupać).

 

Ponieważ wcześniej robiłam też inne ciasteczka ze słonecznikiem, wiem, że wcale nie potrzeba go prażyć, może to być słonecznik prosto z opakowania, zmielony. Będzie równie dobry, nie wiem nawet czy nie lepszy. Ma to jeszcze jedną zaletę – nie ma ryzyka, że się słonecznik przypali.. A wierzcie mi, ani w smaku ani w zapachu potem taki słonecznik dobry nie jest..

 

Do zwiększenia doznań smakowych dałam jeszcze trochę miodu (weganie mogą dać inny słodzik), a z wierzchu posypałam ciastka wiórkami kokosowymi dla ozdoby.

 

Mi wyszło z tej masy dokładnie 34 małe ciasteczka. W sam raz na posiadówkę z psiapsiółą lub małżonem

 

Przepis:

 

  • słonecznik – ile chcecie, ja dałam całe opakowanie 300g, żeby było więcej ciastek
  • orzechy z nerkowca – szklanka
  • 3 łyżeczki miodu (lub innego naturalnego słodzika)
  • 2 łyżeczki kakao
  • 4 łyżki oleju kokosowego

 

Pestki słonecznika i nerkowce mielimy w młynku do ziaren. Jeśli macie zwykły blender to lepiej Wam będzie to zrobić, jeśli zamoczycie nerkowce i słonecznik w wodzie na kilka godzin (ok. 4-6 godzin). Orzechy i słonecznik przesypujemy do dużej miski – dokładamy miód, kakao i olej kokosowy i wszystko razem jeszcze raz dokładnie miksujemy/mieszamy, aż wszystko się ładnie zlepi i powstanie zwarta masa. Masę układamy na papierze do pieczenia lub stolnicy i formujemy wałkiem – ja robiłam grubość masy na ok. 2 cm bo takie grube chciałam mieć ciastka. Następnie wycinamy ciastka za pomocą foremki i odkładamy na talerz. Na końcu talerz z wyciętymi ciastkami wkładamy do zamrażalnika na jakieś 10-15 minut. Po tym czasie ciastka są w zasadzie gotowe – można je jeszcze posypać wiórkami kokosowymi dla fajnego efektu wizualnego.

Uwaga! Ciastka należy przechowywać w lodówce, ponieważ w składzie jest olej kokosowy, który może się roztopić w ciepłej temperaturze.

 

Twoja kolej

Masz jakieś pytania? Śmiało zadaj je w komentarzach pod tym wpisem! Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to proszę prześlij go e-mailem do swoich znajomych, lub podziel się nim na Facebooku lub Twitterze. Dziękuję!

 

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj powiadomienie o każdym nowym wpisie na blogu oraz wartościowe wskazówki biznesowe!

Zobacz także

  • Cieszę się, że mój przepis Cię zainspirował :)) ja prażę słonecznik bo z takim mój blender lepiej daje sobie radę, ale smakowo to chyba rzeczywiście bez różnicy. Ja na przykład nie prażę sezamu, mimo że też wszędzie zalecają. A ten w przeciwieństwie do słonecznika zawsze mi się przypala podczas prażenia.

    • Ja już od męża mam kategoryczny zakaz palenia garków i patelni bo za często mi się zdarzało..

  • Zainteresował mnie Twój przepis, bo ja bardzo lubię słodycze i z wielkim bólem sobie ich odmawiam. Tyle, że jedna sprawa – olej kokosowy. Możesz polecić jakieś miejsce gdzie kupię dobry?

    • Ja odstawiłam całkowicie słodycze „sklepowe”, dlatego dla mnie tego typu przepisy są genialne bo mają bardzo dobry skład. Olej kokosowy kupisz w każdym sklepie ze zdrową żywnością/ziołami, tylko zwróć uwagę, żeby był zimnotłoczony i nierafinowany. Można też zamówić online. Ja kupuję ten – jest świetny i ma bardzo intensywny, kokosowy zapach: http://goo.gl/I24fxC. Jest nieco drogi, ale ma baaaaaaaaardzo szerokie zastosowanie – nie tylko do ciastek. Można go używać też w celach kosmetycznych. Ja z niego robię pastę do zębów, pielęgnuję włosy, smaruję twarz, mężowi łupież tym załatwiłam i długo by wymieniać .. 🙂

  • Genialne! Że ja dopiero takie cuda odkrywam… Nałupałam się tych ziarenek, bo u mnie takich wynalazków jak już łuskany czy świeży słonecznik w sklepach nie ma, kupiłam więc prażony. Przejechałam się tylko na tym, że jakiś waniliowy mi się wydawał, patrzę na skład, a tam aspartam i sukraloza. A na dodatek importowany z Chin. Mam identyczne podejście do jedzenia i medycyny jak Ty, ale w życiu bym nie pomyślała, że do słonecznika też mogą dodawać jakiegoś syfu, więc nawet w sklepie nie spojrzałam.

    Mam dwa pytania – skąd bierzesz takie przepisy? Nie chodzi mi o ten konkretny, bo tu podałaś źródło, ale ogólnie podobne, zdrowe przepisy. Zaglądam czasem na blogi wegetariańskie/wegańskie, ale wiele rzeczy, które tam proponują, zdrowymi bym za żadne skarby nie nazwała. Ja jem mięso w śladowych ilościach, ale zwracam uwagę na jego pochodzenie, za to nie ruszyłabym wielu rzeczy, jakimi się Ci weganie żywią 😉

    Po drugie – czy w kuchni też używasz tylko oleju kokosowego z zimnego tłoczenia? Mieszkam w kokosowym raju, ale tu w sklepach sprzedają coś, co nie ma żadnej informacji o sposobie powstania, a ten z pierwszego tłoczenia jest w małych buteleczkach na dziale kosmetycznym, wcale niewiele tańszy niż w Polsce, myślisz, że ten „spożywczy” jest dużo gorszy?