Rozmowy – Cyfrowi Nomadzi cz.5 – Zamieszkali.pl

Poniższy wywiad to już piąty z serii „Cyfrowi Nomadzi” – rozmawiam tu z osobami, które pracują zdalnie jako freelancerzy bądź na kontraktach z firmami i podróżują. Pierwszy wywiad z serii, z Orestem Zubem, możesz przeczytać TUTAJ, drugi, z Beatą Jakuszewską, TUTAJ, trzeci, z Michałem Molendą, TUTAJ, a czwarty, z Justyną Fabijańczyk, TUTAJ.

 

Opowiedzcie proszę moim czytelnikom trochę o sobie – kim jesteście i jak zaczęliście przygodę z Cyfrowym Nomadyzmem?

 

Zamieszkali czyli Arleta i Rafał. Poznaliśmy się w czasach studenckich (choć razem nie studiowaliśmy), a zaraz po nich się pobraliśmy. Od tamtej pory pracujemy zdalnie, online, zmieniając co jakiś czas miejsce pobytu.
Na co dzień jesteśmy grafikami, tworzymy strony, sklepy, portale www, aplikacje.
Droga do cyfrowego nomadyzmu zaczęła się od pragnienia niezależności od miejsca pracy. Chcieliśmy więcej niż wakacji raz w roku, więcej niż standardowej, etatowej pracy. W czasie studiów zaczęliśmy pracować nad rodzajem biznesu, który pozwoliłby nam utrzymać się, niezależnie od miejsca zamieszkania. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy ucząc się, rozwijając, testując. Godziliśmy studia na Politechnice Śląskiej z pracą nad własną firmą.

 

Czy na pierwsze podróże mieliście odłożone jakieś oszczędności czy też poszliście na żywioł i utrzymywaliście się od początku z bieżących zleceń? Jak długo przygotowywaliście się do podróży?

 

Utrzymywaliśmy się z własnej pracy na studiach. Kiedy je skończyliśmy mieliśmy jeszcze więcej czasu na rozwój biznesu i pracę, czyli zarabianie pieniędzy. Udało nam się stworzyć zdalny biznes podczas studiów, wyjechaliśmy od razu po nich. Utrzymywaliśmy się i nadal utrzymujemy z bieżącej pracy. Nie nazwałabym tego pójściem na żywioł, ludzie utrzymują się ze swoich miesięcznych dochodów, niezależnie od tego jak je zdobywają, jedni na etacie, inni we własnym biznesie. Nie mieliśmy odłożonej górki pieniędzy specjalnie na wyjazdy- podróżowania za oszczędności nie można nazwać cyfrowym nomadyzmem, prawda?

 

Na swojej stronie piszecie, że jesteście grafikami – czy to znaczy, że oboje robicie to samo i razem obsługujecie klientów czy każde z Was robi osobne projekty? Na Waszej stronie czytam, że macie wspólną działalność

 

Mamy własną działalność. Oboje specjalizujemy się w grafice, z tym że Rafał w bardzo zaawansowanej grafice architektonicznej, 3d, wizualizacjach. Arleta zdecydowanie woli design, grafikę www, oraz… obrazy malowane na tradycyjnym płótnie. W codziennej pracy mamy swoje zadania, każdy z nas robi coś zupełnie innego. Uzupełniamy się, tworzymy dwuosobowy zespół, który lada moment powiększymy o kolejne osoby, abyśmy mogli przejść na poziom wyżej, realizować kolejne plany i koordynować prace nad projektami, zamiast czynnej realizacji tych projektów.

 

W jakim kraju spędziliście do tej pory najwięcej czasu pracując zdalnie? 

 

W Polsce 🙂 na drugim miejscu jest Hiszpania – Teneryfa.

 

Jesteście młodym małżeństwem, ale z tego co widzę, bardzo się różnicie od takich typowych par – nie macie wcale pragnienia jakiejś stabilizacji i zbudowania domu w swoim kraju? Czy te Wasze podróże to jest coś chwilowego czy raczej zawsze chcecie to robić? W końcu są też cyfrowi nomadzi, którzy podróżują z dziećmi, jakoś im to w niczym nie przeszkadza, więc wszystko to kwestia podejścia, prawda? 

 

A czym jest stabilizacja? Co to znaczy? Każdy ma inne pojęcie stabilizacji. Jeśli stabilizacja to życie na kredycie, etatowa praca, mieszkanie w jednym miejscu, unikanie zmian i utrzymywanie na siłę obecnego stanu (aby się tylko nie pogorszyło) to TAK- nie mamy pragnienia stabilizacji w takim pojęciu! Dla nas stabilizacja oznacza zupełnie coś innego. Pisaliśmy o tym w jednym z postów na naszym blogu, dokładnie w mitach na temat cyfrowych nomadów.
Rafał jest z wykształcenia architektem. Domy i budowanie to jego żywioł i jedno z największych marzeń, więc tak! Mamy pragnienie wybudowania domu w naszym kraju. Nawet kilku domów, również za granicami naszego kraju. Jak pojawią się dzieci, to będą podróżowały z nami. Nie widzimy przeszkód, aby mieszkały z nami w Hiszpanii, Portugalii czy Izraelu, tak samo jak w Polsce.
To, że jesteśmy cyfrowymi nomadami nie oznacza, że jesteśmy czy będziemy stale poza naszym krajem. W tym pojęciu wolę określenie – location independent living.
Kochamy Polskę. Mamy tu rodziny. Mamy też swoje mieszkanie, które właśnie przystosowujemy na naszą polską bazę do zdalnej pracy, kiedy będziemy w kraju. Nie oszukujmy się- w porównaniu do innych krajów, Polska jest całkiem dobrym miejscem dla cyfrowych nomadów, wystarczająco rozwiniętym i tanim, oswojonym i bezpiecznym (pomijam kwestie pogodowe i mentalność).
Podróżować będziemy na pewno, a to jak często, na jak długo i gdzie, zależy tylko od nas. Nie mamy żadnego przymusu ani presji. Jesteśmy w tym totalnie wolni i to jest kwintesencja naszego stylu życia.

 

Cyfrowi Nomadzi - zamieszkali.pl

 

Firmę macie zarejestrowaną w Polsce, prawda? W jaki sposób doglądacie ważnych spraw takich jak wizyty w urzędach skarbowych czy odbieranie listów poleconych? Jak często w ogóle bywacie w Polsce?

 

Tak, mamy firmę zarejestrowaną w PL. Od ponad roku nie byliśmy w urzędach, i nie mamy takiej potrzeby ani konieczności. Przez kilka lat zmagaliśmy się z urzędami, odbiorem listów itd. Około rok temu przytrafiła nam się przykra sytuacja, w której urząd potraktował nieodebranie listu jako „nie wstawienie się na wezwanie” mimo, że list został odebrany przez rodziców (mają upoważnienie). W konsekwencji oznaczało to wysoką karę pieniężną, a nawet doprowadzenie do urzędu przez policję, gdybyśmy zwlekali z przyjazdem do urzędu.
To wydarzenie ostatecznie zmusiło nas do podjęcia decyzji o zmianie formy działalności. Niestety polskie urzędy są okropnie toporne i nie można się z nimi dogadać- kiedy dzwoni urzędnik to powie Ci wszystko co ma do przekazania, ale kiedy Ty dzwonisz to twierdzi, że nic nie może powiedzieć, bo nie wie z kim rozmawia… Znaleźliśmy alternatywę. Dzisiaj nie otrzymujemy pism ani telefonów z urzędów, nie zajmujemy się księgowością i innymi rozpraszającymi sprawami. Wszystko robi za nas prywatna firma, obsługując nas księgowo i prawnie, a rozliczenie z urzędem jest po ich stronie, na ich nr NIP. My składamy raz w roku PIT i tyle nas widziano w urzędzie!

 

Jakie kraje odwiedziliście i gdzie najbardziej się Wam podobało?

 

Pracując zdalnie byliśmy w Hiszpanii- na Teneryfie i w Izraelu. Bardzo lubimy Cypr, chociaż tak nie pracowaliśmy zdalnie. Najwygodniej pracuje się w Polsce, a najcieplej i najciekawiej w Izraelu.

 

Jak wygląda przeważnie Wasz dzień pracy? Pracujecie rano czy wolicie w tym czasie coś zwiedzić, a pracę zostawiacie na wieczór? 

 

Pracujemy zazwyczaj w godzinach pracy naszych klientów. Nasza praca wymaga stałego kontaktu z klientem, więc nie ma mowy o pracy w weekendy, w godzinach nocnych itd. Część pracy możemy zostawić na dowolny czas, ale wszelkie konsultacje i marketing wymagają pracy w standardowych godzinach. Zwiedzamy zazwyczaj w weekendy, czasem robimy sobie przerwę w tygodniu, jeśli praca na to pozwala i mamy „luz” w projektach.
Odczuliśmy to bardzo w Izraelu, gdzie weekend zaczyna się w czwartek, a kończy w sobotę. Wszyscy wokół świętowali, natomiast dla nas był to środek tygodnia pracy.

 

Cyfrowy Nomadyzm - zamieszkali.pl

 

Jak się Wam pracuje z polskimi klientami? Czy oni w ogóle wiedzą, że Was nie ma w kraju? Czy nie męczy ich różnica czasu, która uniemożliwia im normalne rozmowy telefoniczne? Czy też macie może jakieś sztywne zasady, które ustalacie z klientem np. wymiana informacji tylko za pomocą e-maili? Jak to rozwiązujecie?

 

Pracuje się tak jak to z Polakami – bardzo różnie, zależy od klienta i jego branży. Mamy swoich ulubionych klientów, i takich, którym od razu mówimy NIE, lub zawyżamy cenę bo wiemy, że będą problemy na każdym etapie. Kontakt telefoniczny w Polsce to podstawa, nieraz klient rezygnuje, kiedy odmawiamy spotkań osobistych. Z doświadczenia wiemy, że spotkania osobiste nie podnoszą efektywności sprzedaży, a klient przyzwyczajony do takich spotkań kosztuje 3 razy więcej czasu za tą samą stawkę, więc zrezygnowaliśmy całkowicie z tej formy, nawet kiedy jesteśmy w kraju.
Zazwyczaj nie mówimy o tym gdzie się znajdujemy, ludziom nie mieści się to w głowach. Taka informacja wprowadza niepokój i wątpliwości u Klienta, ale zdarzają się tacy którym to nie przeszkadza, a wręcz jest to dla nich interesujące. W rozmowie można wyczuć, czy o tym Klientowi powiedzieć czy lepiej zachować tą informację dla siebie. Dla klienta liczy się czy FV jest polska i czy umowa jest dobrze skonstruowana.
Naszym głównym narzędziem pracy jest telefon, mail, skype, oraz autorska karta klienta.

 

Z jakimi największymi problemami spotykaliście się w podróży?

 

W zasadzie nie było dużych problemów. Dla jednych może to być język, dla innych różnice kulturowe. Dla nas nie było sytuacji, którą traktowalibyśmy jako duży problem, może dlatego, że wyjeżdżając nie mamy konkretnych oczekiwań i planów co do tego „jak to będzie”, rzeczy dzieją się na bieżąco i na bieżąco na nie reagujemy, jesteśmy elastyczni.
Zdarzyły nam się różne sytuacje, również te mniej przyjemne. Najmniej przyjemną było wynajęcie mieszkania od totalnego pedanta, starego kawalera, ale to niestety wyszło po podpisaniu umowy najmu. Przy oddawaniu mieszkania byliśmy mocno zdenerwowani przez właściciela, który z checklistą sprawdzał dosłownie każdy widelec i jego kolor. Zdarzało się też, że niezapowiedzianie wpadał do nas, bo nie odebraliśmy telefonu i po 15 minutach był już u nas, podczas kiedy opalaliśmy się na dachu w nasz wolny dzień… Próby wytłumaczenia, że jesteśmy dorośli i niezależni, kończyły się obrazą starszego pana.

 

Czy spotkaliście się z jakimiś niebezpiecznymi sytuacjami w podróży?

 

Na Teneryfie w samym środku karnawału, przez naszą nadmierną otwartość znaleźliśmy się na dachu pewnego budynku, z osobą która jak się okazało w rozmowie zajmuje się pracą w „Red Lights”. Zatkało mnie jak sobie uświadomiłam, że być może rozmawiam z człowiekiem, który zajmuje się handlem seksem lub ludźmi, a przed chwilą opowiedzieliśmy mu o tym, że jesteśmy na wyspie zupełnie sami, ale dzięki Bogu nie powiedzieliśmy mu gdzie dokładnie mieszkamy. Miarka się przebrała jak zaproponował nam inne wyjście z budynku niż to, którym weszliśmy (weszliśmy przez hotelowe lobby). To był najwyższy czas na ewakuację. Odprowadził nas do samych drzwi, a my w drodze do domu stale się oglądaliśmy, czy ktoś za nami nie idzie.

W Izraelu wybraliśmy się nad Morze Martwe przez Jerozolimę w dniu, w którym jak się okazało był zamach z ofiarami śmiertelnymi. Gdybyśmy wyjechali 30 minut wcześniej z domu, to znaleźlibyśmy się w miejscu zdarzenia.

Na niektóre sytuacje niestety nie mamy wpływu, a z innych wyciągamy wnioski i uczymy się na przyszłość.

 

Twoja kolej

Masz jakieś pytania? Śmiało zadaj je w komentarzach pod tym wpisem! Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to proszę prześlij go e-mailem do swoich znajomych, lub podziel się nim na Facebooku lub Twitterze. Dziękuję!

 

 

Opt In Image
Darmowy ebook!

Dołącz do ponad 500 osób, które otrzymały bezpłatny ebook "Narzędzia i książki, które pomogą Ci w biznesie", a także newsletter, w którym dzielę się swoją wiedzą o prowadzeniu biznesu!

Zapisując się na listę zainteresowanych wyrażasz zgodę na na otrzymywanie newslettera z www.rozterkistartuperki.pl. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.

Zobacz także